„Seven deadly sins, seven ways to win, seven holy paths to hell and your trip begins...”

Siemanko!

Tak, oto nadszedł czas na kolejny wpis z serii powiązanej z muzyką. Tym razem cofnę się w czasie bardzo daleko, przynajmniej jeśli chodzi o moje własne życie. Opowiem co nieco o zespole, którego muzyka towarzyszy mi od dnia urodzin oraz niesamowitym albumie, jakiego słucham dosłownie od wieku pacholęcego. A jest to…

Iron Maiden - Seventh Son of a Seventh Son


Przyznam szczerze, że jak to w takich wypadkach często bywa, miałem niemały problem z wyborem jednego krążka z dyskografii Maiden, ponieważ dorastałem przy muzyce tej kapeli. Cóż, ale tak się zdarza, gdy Twój ojciec jest fanatykiem jakiegoś zespołu, prawda? A jako że Iron Maiden jest tak genialnym bandem, niezmiernie trudno było mi zdecydować jakie wydawnictwo finalnie wybrać. Zatem, dlaczego „Seventh Son of a Seventh Son”, a nie np. „Somewhere in Time”, „The Number of the Beast” lub debiutanckie „Iron Maiden”? Cóż, jest ku temu kilka powodów.

Po pierwsze, wartość muzyczna „Siódmego syna”. Nazwanie tego albumu dobrze nagranym będzie ogromnym niedomówieniem. Znajdują się tu takie perełki jak „Moonchild”, wpadający w ucho „Can I Play With Madness”, wyśmienite „Infinite Dreams” lub zamykające „Only the Good Die Young”. Nie ma tu choćby jednej słabej piosenki, wszystkie prezentują arcy wysoki poziom.

Po drugie, płyta jest niesłychanie klimatyczna, czuć tu wręcz surrealistyczną aurę. Jakby pochodzącą z gry lub książki fantasy. To naprawdę działa na wyobraźnię, wystarczy jak posłuchacie „Infinite Dreams”, a będziecie wiedzieli o co mi chodzi.

A jak wyobraźnia nie miałaby zacząć pracować, gdy spogląda się na tę niesamowitą okładkę podczas słuchania płytki? Serio, jeśli chodzi o stronę graficzną albumów Maiden, to jest ona moim faworytem. Jest dziwna. Jest surrealistyczna. I ten Eddie! Uwielbiam utrzymane w klimacie sci-fi grafiki pochodzące z „Somewhere in Time”, ale właśnie tutaj wygląda on najfajniej. To przepięknie dziwna fantastyczna kraina, która będzie śniła się Wam po nocach. Pamiętam niektóre plakaty Iron Maiden, które wisiały w naszym starym mieszkaniu. I te pochodzące z „Seventh Son of a Seventh Son” robiły najbardziej niesamowite wrażenie.

Tak, Iron Maiden rządzą, a ten album to prawdziwe arcydzieło! Już niedługo ponownie wybiorę się do tego nierealną świata, na krótką wycieczkę. No co zresztą namawiam i Was.

Cóż, myślę że następnym razem powrócę do tej serii z czymś kompletnie innym.

Do następnego!