Cześć!

Jako że lato w pełni, postanowiłem napisać coś o fajnych miejscach jakie można odwiedzić w trakcie rowerowych wojaży. Jak pamiętacie, mówiłem o tym, że postaram się przytoczyć jakieś ciekawe historie ze swoich krótkich podróży. Tym bardziej, że nawet w pobliżu mojego rodzinnego miasta znajdują się kapitalne miejscówki tylko czekające na podróżnych.

Pierwszym z takich miejsc jest Zerwany Most. Znajduje się on niespełna 20 kilometrów od Białegostoku, we wsi Kruszewo. A co to dokładnie jest? To pozostałości po starym moście nad największą rzeką Podlasia, Narwią oraz jej zalewiskiem. To bardzo spokojna miejscówka, z dala od ruchliwych dróg. Naprawdę można się tu wyciszyć, o ile nie przeszkadzają Wam hordy komarówi ślepaków. Pięknie tu. Mamy wspaniały widok na rzekę oraz całe zalewisko. Można nawet urządzić sobie krótki spacer, bo, w sumie, dlaczego by nie?

Z miejscem związana jest świetna legenda, która po dziś dzień budzi przerażenie pośród okolicznej ludności. We wszystko zamieszany jest sam diabeł. Na przełomie XIX i XX wieku, carscy urzędnicy zadecydowali o budowie drogi oraz mostu nad Narwią. Przeprawa miała połączyć Białystok z Jeżewem. Most miał liczyć sobie prawie 400 metrów długości. Prace rozpoczęły się w okolicach 1900 roku, ale z uwagi na ciężki teren, praktycznie nie posuwały się naprzód. Pewnego dnia, na miejscu zjawił się diabeł. Zaoferował robotnikom pomoc. Ale pod jednym warunkiem! Zażądał duszy pierwszej istoty jaka przeszłaby po nowo wybudowanym moście. Pracownicy przystali na tę propozycję, a przeprawa powstała w rekordowo krótkim czasie. Jednak kiedy przyszło zapłacić za piekielną pomoc, postanowili wykiwać diabła. Jak? Zmusili starego i schorowanego konia, aby ten przeszedł przez most jako pierwszy. Pan lucyfer nie był zadowolony faktem, że został oszukany. Oznajmił, że przeprawa po 11 latach zostanie zniszczona. Ale nie przez niego, lecz przez wojenną zawieruchę. Był rok 1903. I w 1914 roku, most rzeczywiście uległ zniszczeniu w trakcie I Wojny Światowej. Historia powtórzyła się ponownie 2 dekady później, kiedy to w 1939 roku, w początkach II Wojny Światowej, odbudowany most ponownie został zniszczony. Od tego czasu, miejscepozostaje nietknięte. Ludzie boją się stawiać tu nową konstrukcję. Boją się wojny. Nawet dziś można dojrzeć resztki przęseł w rzecze i dookoła niej, a po obu stronach znajdują się betonowe pozostałości. W tych betonowych fragmentach można znaleźć  ślady po niemieckich i rosyjskich kulach. Po kruszewskiej stronie mostu znajduje się graffiti Metalliki, które wygląda kapitalnie wśród tych śladów po nabojach. Tak, to jedno z najfajniejszych i najklimatyczniejszych miejsc, gdzie wypada zajrzeć z wizytą jeśli jest się w sąsiedztwie.

I jeszcze jedno. Pamiętajcie dzieciaczki, nigdy nie paktujcie z diabłem. A jeśli już to zrobicie, nie próbujcie – powtarzam – nie próbujcie go oszukać.

Do następnego!