Witajcie!


Jako że w poprzednich wpisach rozpocząłem serie o albumach muzycznych, które zmieniły moje życie oraz najfajniejszych miejscach jakie można odwiedzić rowerem, to czas najwyższy zrobić to samo z grami, które były i są wciąż dla mnie ważne. Tym razem było naprawdę ciężko wybrać tytuł, który miał zapoczątkować całą serię. Cóż, na pewno ciężej niż miało to miejsce w przypadku płyt. Na początku trochę mnie to zaskoczyło, później jednak uzmysłowiłem sobie, że przyszło mi dorastać w bardzo interesujących dla wirtualnej rozrywki czasach. W końcu, po dłuższym zastanowieniu wybrałem jedną grę, a jest nią…

Baldur’s Gate

Tak, klasyk autorstwa BioWare. Jeden z najwybitniejszych reprezentantów swojego gatunku oraz pierwsza część cyklu niesamowitych RPGów. A dlaczego nie wybrałem jej świetnego sequela? Cóż, odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, po prostu ta gra pojawiła się wcześniej. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale po prostu darzę ją z tego powodu większym sentymentem. Pamiętam, jak jej demko dodano do któregoś z wydań kultowego magazynu Gambler. I nie było to jakieś zwyczajne demo, to był prawdziwy potwór ważący 500 MB zajmujący całą płytkę CD. Jak na tamte czasy, to naprawdę sporo! Dla porównania, pełna wersja gry mieściła się na 5 cedekach. To robiło wrażenie.

Przypominam sobie, że zagrywałem się w owo demko przez bardzo długi czas. A potem poszedłem do lokalnego sklepu, aby zakupić pełną wersję Wrót Baldura. I nie było to byle jakie wydawnictwo. Zawierało 6 CD, na których można było znaleźć wspomnianą grę oraz rozszerzenie. Tak, w tamtych czasach dodatki zasługiwały na swoje miano, nie były to dzisiejsze  DLC. W środku można też było znaleźć mapę, instrukcję oraz książkę. I to właśnie było epickie wydanie epickiej gry! Pamiętam, że nie było najtańsze, ale było warto. Baldur’s Gate mogło się również pochwalić niesamowitym polskim dubbingiem, z Piotrem Fronczewskim i Janem Kobuszewskim na czele.

I granie w to cudeńko, cóż to było za cudowne doświadczenie. Epicka muzyka skomponowana przez genialnego Michaela Hoeniga, niesamowita historia, świetny setting oraz fenomenalne postaci. Po dziś dzień pamiętam, jak demoniczną postacią był Sarevok i jaką kochaną dziewczyną była złodziejka Imoen. Oraz to, że Kivan uzbrojony w najlepszy łuk w grze, zawsze miał zaklepane miejsce w mojej drużynie. Uwielbiam Wrota Baldura, i to chyba najwyższy czas, aby wrócić do tego świata, odświeżyć sobie wspomnienia. To po prostu pierwszoligowe RPG. Prawdziwy klejnot, z czasów kiedy gry nie traktowały graczy jak idiotów.

Powrócę do tego tematu już niedługo, ponieważ jest wiele świetnych gier, o których chcę jeszcze wspomnieć. Zatem trzymajcie rękę na pulsie.

Do następnego!